Wesele w trudnych czasach

Tym razem postanowiłam, że opowiem Wam pewną historię, która idealnie wpisuje się w dzisiejszą sytuację ślubną. Kto wie, może kogoś ona zainspiruje. Może dzięki niej, panna młoda, której wesele z powodu pandemii stanęło pod znakiem zapytania lub, co gorsza, nie odbyło się w zaplanowanym terminie, uśmiechnie się i pomyśli, że nie jest tak źle, że wszystko da się przezwyciężyć. Przecież najważniejsza jest miłość dwojga ludzi.

Basia i Tadeusz poznali się w 1980 roku w Koszalinie. Bardzo szybko zakochali się w sobie i choć dzieliło ich ponad 500 km (nie było wtedy ani telefonów komórkowych ani internetu) miłość kwitła. Spotykali się kiedy i gdzie mogli. Dzwonili do siebie, zamawiając rozmowy na poczcie. Bardzo szybko postanowili, że pragną spędzić ze sobą resztę życia i zaczęli planować ślub. Wybrali datę. 25 grudnia 1981 roku ślub cywilny i dzień później 26 grudnia ślub kościelny i przyjęcie weselne (nie było jeszcze ślubów konkordatowych).

Na początku grudnia wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik. Basia sama uszyła dla siebie dwie sukienki, inną do USC i inną do kościoła.

Sala weselna zamówiona, kwiaty zamówione, wujek zgodził się zawieźć parę młodą swoim Peugeotem 305, świadkowie i 100 gości z całej Polski gotowi ma wesele. Nic nie zapowiadało zbliżającej się katastrofy.

13 dni przed weselem, pod osłoną nocy wprowadzono stan wojenny…

Władze wyłączyły komunikację telefoniczną oraz wprowadzono cenzurę korespondencji. Po późniejszym przywróceniu łączności, kontroli i cenzurze podlegały również rozmowy telefoniczne. Ograniczono możliwość przemieszczania się wprowadzając godzinę milicyjną (w początkowym okresie od 19:00, następnie od 22:00 do 6:00), jednocześnie zakazano zmiany miejsca pobytu bez uprzedniego zawiadomienia władz administracyjnych. Wstrzymano wydawanie prasy, zakazano wyjazdów zagranicznych do odwołania, a także zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach wyższych.

Co to oznaczało dla przyszłych państwa młodych? Wesele nie może się odbyć. Zakaz zgromadzeń, brak przepustek dla większości gości. Młodzi stanęli w obliczu decyzji, czy przełożyć wesele (ale na kiedy?), czy wziąć cichy ślub w obecności świadków? Ale stan wojenny to tylko część przeciwności, które pojawiły się na ich drodze do szczęścia, bo mimo okoliczności zdecydowali się wziąć ślub w zaplanowanym terminie.

Większość gości nie mogła przyjechać, ponieważ nie wolno było swobodnie przemieszczać się po kraju. Rodzice i rodzeństwo Młodego mieszkali na północy Polski. Brat miał być świadkiem. Niewielka część gości otrzymała przepustki na podstawie zaświadczenia o ślubie w rodzinie. Brat natomiast, jako kawaler o mały włos zostałby w domu, na szczęście udało się i przyjechał na ślub.

Kolejne nieszczęście pojawiło się szybko. Wujek, który zaoferował swoje usługi jako ślubny kierowca, niestety zmarł. Brak auta, do wyboru pójście piechotą, ale za oknem zima. W nocy spadło kilkadziesiąt centymetrów śniegu. Młodzi zamówili więc taryfę (czyli taxi 😊). Nie było to jednak takie proste, o nie. W stanie wojennym brakowało paliwa, dlatego żaden taryfiarz (było to małe 20-sto tysięczne miasteczko, nie było korporacji taksówkowych) nie chciał przyjąć zlecenia. W końcu ktoś się zgodził, do ślubu mieli pojechać Fiatem 125p. Jedna przeszkoda pokonana.

Wspominałam, że w nocy spadło dużo śniegu (to były jeszcze te czasy kiedy w Polsce padał śnieg…), ale pod nim wciąż była woda. Auto się zakopało. Pan Młody ze świadkiem postanowili pomóc i wyszli popchnąć auto. Udało się, ale pod kołami była kałuża pełna wody, do której obaj panowie wpadli po kostki. Nie było czasu aby wracać się po suche skarpetki. W kościele obaj stali w mokrych i zimnych.

W latach 80-tych mało kto, biorąc ślub miał kościół tylko dla siebie. Razem z Basią i Tadeuszem było jeszcze 5 innych par. No takie to były czasy, o magii zapomnij. Mimo to udało się, w końcu byli małżeństwem.

Zanim przejdziemy do wesela, cofnijmy się jeszcze o dzień do ślubu cywilnego. Oprócz dwóch pięknych sukienek, Basia zaprojektowała dla siebie wymarzony bukiet ślubny. Kwiaciarka obejrzała rysunek i powiedziała, że bez problemu taki bukiet przygotuje. Rano w dniu ślubu cywilnego (przypomnę, że był to pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia oraz stan wojenny) Basia pojechała do kwiaciarni. A tam…następna katastrofa…kwiaty zwiędły. No i morze łez. Z pomocą przyszła znajoma siostry, która otworzyła w Boże Narodzenie swoją kwiaciarnię i zlepiła bukiet z tego co miała. Były to gerbery, goździki, frezje. Panna Młoda z jakimkolwiek, ale poszła do ślubu z bukietem.

Po ślubie kościelnym powinno być wesele lub przynajmniej małe przyjęcie. W trudnych czasach jednak nie jest to takie oczywiste, dziś również tego doświadczamy, choć w nieco innych okolicznościach.

Basia i Tadeusz mieli obecnych na ślubie ok. 40 osób. Wszyscy zostali zaproszeni do rodziców Panny Młodej, do 2 pokoi w małym domku. W jednym był poczęstunek, w drugim tańce 😊. Tak, były i tańce, do których przygrywał im dzielny, szpulowy magnetofon. Niestety zabawa mogła trwać tylko do 22. Później rozpoczynała się godzina milicyjna i należało przed jej wybiciem znaleźć się u siebie w domu.

Jeszcze kilkanaście lat temu był taki zwyczaj, że przed przyjazdem na salę weselną Para Młoda udawała się do fotografa na sesję na tle pięknej ścianki 😊. Basia i Tadeusz również pojechali do studia. Niestety kilka tygodni później zamiast pięknego albumu dostali odpowiedź, że zdjęcia z niewiadomego powodu nie wyszły…pozostało cieszyć się tylko kilkoma fotkami, które pstryknął szwagier. Zawsze to jakaś pamiątka.

Sami widzicie, można by rzec, jaka piękna katastrofa. Nikt sam nie wymyśliłby takiego scenariusza, jaki napisało życie. Mimo to Młodzi się nie poddali. Pokonali wszystkie przeszkody i udało się. Może nie było tak jak sobie wymarzyli, może nie było jak w bajce. Ale czy to determinuje jak później będzie wyglądało małżeństwo? Raczej nie.

Ta para jest ze sobą do dziś, a w tym roku będą obchodzić 39-tą rocznicę ślubu. I zdradzę Wam, że są to moi kochani rodzice, którzy niezmiennie mnie inspirują i stanowią dla mnie wzór.

Mam nadzieję, że ten tekst wywoła u was uśmiech i pozytywne myśli, że najważniejsze to pozostać sobą i ze sobą, a reszta się ułoży. Zawsze można zrobić przyjęcie na odnowienie ślubów po kilku latach.

Ten tekst dedykuję moim rodzicom.

Wesele w trudnych czasach